Główny Szlak Beskidzki

Główny Szlak Beskidzki – ponad 500 kilometrów (501,4 wg przewodnika Compass, 519 według PTTK) w 15 dni – świetna przygoda, dobry trening. Planowałem przejść trasę GSB w trzy tygodnie, tak aby zdobyć odznakę diamentową PTTK. Wyszło 15 dni. Na pewno sprzyjała mi pogoda, niemal nie padało, za wyjątkiem kilku godzin w dwa różne dni, nie było burz gdy maszerowałem (jak jedna przechodziła to akurat byłem w szałasie), nie było też upałów. Lepszej pogody chyba nie mogłem sobie wymarzyć. Szedłem czerwonym szlakiem na przełomie maja i czerwca, a więc przed sezonem.

Średnio pokonywałem ponad 33 kilometry dziennie, najwięcej (dwukrotnie) ponad 40. Zazwyczaj wychodziłem po godzinie siódmej rano i szedłem do około 19.00 wieczorem z jedną / dwoma dłuższymi przerwami i kilkoma krótkimi. Ale zdarzyło mi się wyjść i po piątej rano (z Chatki Puchatka), czy przyjść nieco wcześniej / później.

Ważnym było aby nie przyjść później do schroniska niż na 20.00, gdyż wtedy zamyka się zazwyczaj kuchnia (na Rysiance o 19.00).

Wszędzie na trasie spałem w schroniskach PTTK, prywatnych schroniskach lub na kwaterach prywatnych. Dwa razy (na Markowych Szczawinach i Turbaczu) nie było miejsc i musiałem spać na ziemi, ale zawsze dostawałem wtedy wygodny materac. Najczęściej jednak w schroniskach spały pojedyncze osoby, lub nawet tylko ja sam. Miałem za sobą namiot, który jednak okazał się niepotrzebny.

Zapasy jedzenia miałem zazwyczaj na 2-3 dni plus co najmniej 1,5 litra wody. Do tego zabrałem 3 liofilizaty, które bardzo mi się przydały. Po drodze co 2-3 dni można znaleźć bankomat, sklepy najczęściej spotkać można codziennie. Warto to jednak planować z mapą z pewnym wyprzedzeniem.

Na szlaku zazwyczaj było spokojnie i spotykałem pojedyncze osoby, a w jeden dzień nie widziałem ani jednego turysty, czy kogoś miejscowego. Wyjątek stanowiła niedziela gdy schodziłem z Babiej Góry, wtedy z Krowiarek szedł do góry tłum. Drugim takim miejscem była Tarnica, ogólnie najwięcej osób spotykałem właśnie w Bieszczadach. Najmniej ludzi było natomiast w najdzikszej części szlaku, czyli w Beskidzie Niskim.

Dla mnie osobiście najpiękniejsze odcinki szlaku to dziki Beskid Niski, właśnie za jego dzikość, bieszczadzkie połoniny za spektakularne widoki, oraz odcinek za Baranią Górą od Hali Baraniej do Hali Radziechowskiej za spokój i piękno.

Najmniej zaś podobał mi się odcinek od Bystrej przez Jordanów, Wysoką i Skawę do Rabki Zdroju. Komary, asfalt i budowa zakopianki.

Szlak ogólnie nie jest trudny i jest dobrze oznakowany. Aczkolwiek w kilku miejscach musiałem spojrzeć na mapę, lub wspomóc się gps’em. Tu polecam bezpłatną aplikację na telefon – OsmAnd, w której na mapach jest zaznaczony cały Główny Szlak Beskidzki. Szlak w kilku miejscach jest mocno zarośnięty i trzeba się przedzierać przez prawdziwe chaszcze (szczególnie na podejściu z Nowej Wsi na Cergową w Beskidzie Niskim). W kilku miejscach głównie w Beskidzie Niskim, pomimo, że od paru dni nie padało, było bardzo błotniście (najgorzej jest za bacówką w Bartnem). Zaś w miejscu budowy nowej Zakopianki, musimy pokonać plac budowy (tutaj też brakuje oznaczeń szlaku).

Obecny szlak biegnie od Ustronia w Beskidzie Śląskim, do Wołosatego w Bieszczadach. Powstał w latach 1924-35 z inicjatywy Kazimierza Sosnowskiego, którego imię, szlak nosi od roku 1973.

Natomiast przed wojną szlak miał niemal 750 km długości. Także zaczynał się w Ustroniu, ale biegł aż do Gór Czywczyńskich na obecnej Ukrainie. Po wojnie został skrócony, oraz zmodyfikowany, dostosowując jego przebieg do nowych granic Polski.

Za noclegi średnio płaciłem ok. 30 zł. Całość kosztowała mnie około 1100 zł. Najwięcej wydałem na jedzenie, często zamawiając nawet 3-4 dania obiadowe, po przyjściu wieczorem do schroniska. Dwa razy skorzystałem z liofilizatów. Śniadania robiłem sobie samemu, tak samo jak posiłek w trakcie marszu. Piłem około 4-5 litrów płynów dziennie. Po drodze jest dosyć dużo sklepów w których można uzupełnić zapasy, aczkolwiek zdarzają się dni gdzie takowych nie będzie. Co kilka dni są bankomaty.

Po powrocie do domu, miłym dodatkiem do całości jest odebranie diamentowej odznaki PTTK za przejście całego Głównego Szlaku Beskidzkiego, w czasie maksymalnie trzech tygodni. Przy okazji, zebrały mi się punkty, na kolejną zwykłą odznakę GOT PTTK – „małą złotą”.

Polecam każdemu taką przygodę!

Moje porady:

Jak się spakować na Główny Szlak Beskidzki.

Relacja dzień po dniu:

Dzień przed wyruszeniem na szlak: Kraków – Ustroń
Dzień 1: Ustroń – Schronisko PTTK na Przysłopie pod Baranią Górą
Dzień 2: Schronisko PTTK na Przysłopie pod Baranią Górą – schronisko PTTK na Rysiance
Dzień 3: Schronisko PTTK na Rysiance – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny
Dzień 4: Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Jordanów
Dzień 5: Jordanów – Schronisko PTTK na Turbaczu
Dzień 6: Schronisko PTTK na Turbaczu – Krościenko nad Dunajcem
Dzień 7: Krościenko – Schronisko Cyrla
Dzień 8: Schronisko Cyrla – Mochnaczka Niżna
Dzień 9: Mochnaczka Niżna – Bacówka PTTK w Bartnem
Dzień 10: Bacówka PTTK w Bartnem – Chyrowa (Hyrowa)
Dzień 11: Chyrowa – Puławy Górne
Dzień 12: Puławy Górne – Prełuki
Dzień 13: Prełuki – Cisna (Bacówka PTTK pod Honem)
Dzień 14: Cisna – Połonina Wetlińska (Chatka Puchatka)
Dzień 15: Połonina Wetlińska – Wołosate
Dzień po ukończeniu szlaku: Ustrzyki Górne – Kraków

Zapraszam do odsłuchania audycji z moim udziałem w Radiu Kraków, na temat przejścia Głównego Szlaku Beskidzkiego: Na Głównym Szlaku Beskidzkim.

 

 

 

 

 

 

 

Podziękowania za wsparcie dla:

 

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Kto juz szedł i sie podzieli swoimi wspomnieniami? A kto z Was sie wybiera?

  1. Sierpień 10, 2017

    […] – ponad 500 kilometrów, po naszych pięknych górach. Udało mi się to zrobić w 15 dni. Tutaj obszerna relacja z tej wyprawy. Po powrocie do domu i chwili wytchnienia, zagojenia odcisków na stopach, poczułem pewien […]

Proszę, zostaw swój komentarz: