Moja książka

Podróż przez życie


W poczekalni na dworcu w Lhasie grzecznie przykucnąłem sobie na końcu kolejki, z mega wielkim plecakiem. A nawet dwoma po ostatnich zakupach;) Zaraz zostałem namierzony przez wszechobecną obsługę. „Bilet poproszę”. Po dokładnym obejrzeniu usłyszałem – „proszę za mną”. I tym sposobem znalazłem się na samym początku poczekalni w miejscu dla vip’ów:)

Co za tym idzie zostałem wpuszczony na peron przed wszystkimi. Wagon 5, 4 3… koniec. A gdzie mój? Jest! Brakuje za to drugiego. Dopadam swojego przedziału aby się rozłożyć nim wpadną wszyscy pozostali. Miejsce mam na dole, czyli to którego nie lubię (jest to przedział podobny do naszych kuszetek, tylko że bez drzwi – czyli po 3 łóżka na każdej ze ścian, te na dole są najdroższe, te na górze najtańsze) Ale „busy time” i trudno dostać bilety. I dlatego w agencji kupili mi najdroższe, to które najtrudniej dostać;)

Wielki plecak pakuję pod łóżko, mały też tam się zmieścił. Uff, można odpocząć. Za chwilę dopada mnie cała chińska wycieczka. Głównie panie w średnim wieku, kilku panów i anioł:) Znaczy się długonoga piękność z czarnymi włosami do pasa. Panie szybko zwęszyły interes i z pomocą starszego pana, który jako jedyny umiał nieco po angielsku zaproponowały małą roszadę między przedziałami, tak aby wszystkie mogły jechać razem.

Całe moje wygodne ulokowanie wzięło w łeb. Co było robić, trzeba być miłym:) Jednak dzięki temu dostało mi się miejsce pośrodku – moje ulubione. W dzień na dolnym łóżku siedzą wszyscy z danego przedziału i nie tylko, więc nie można się położyć i odpocząć gdy się ma na to ochotę. Zaś na górze wieje klima i jest ciasno. Alem wygodnicki. Pan z wdzięczności, że zgodziłem się zamienić miejscami zaoferował mi, iż jeżeli kiedykolwiek będę potrzebował pomocy w Pekinie, zawsze mogę się do niego zwrócić.

Aby nie być gołosłownym, wręczył mi swoją wizytówkę. Okazał się być profesorem na wydziale atomistyki. Teraz mam znajomości ;)

Chińska piękność od razu wskoczyła w piżamkę i tak paradowała przez całe dwa dni. Nawet na peronie podczas postoju. Panie szybko wyciągnęły karty i zaczęła się zacięta rozgrywka na pieniądze. Zaś nieliczni panowie szybko zaopatrzyli się w buteleczki z czymś mocniejszym.

To były czadowe dwa dni. Uwielbiam jeździć chińskimi pociągami. Powinienem napisać o tym książkę sensacyjną :)

Często słyszałem – spisz swoje opowieści. Ale nigdy nie było na to czasu. Obecna sytuacja pozbawiła mnie pracy w moim ulubionym zawodzie pilota wycieczek, ale za to dała mi czas, na to wszystko na co nigdy go nie było. A więc piszę. Jestem już w połowie. Czasami mam wenę i idzie świetnie, czasami utknę i przez kilka tygodni nic nie przybywa. Ale powstanie, to już postanowione.

Chcesz śledzić moje postępy? Dostać informację gdy książka będzie gotowa i dostępna. Zapisz się proszę do newslettera:

Kazimierz Pawłowski

FREE
VIEW