Najbardziej fascynująca podróż w życiu

Ofelia

16.11.2020 rozpoczęła się chyba najbardziej fascynująca podróż w moim życiu – zostałem tatą. Tak w sumie to pomimo tego, że minęły już ponad dwa tygodnie od tego dnia to nadal nie jestem pewien czy to do mnie w pełni dotarło. Za to jednego jestem pewien. Przez ten czas, absolutnie zakochałem się w mojej córce – Ofelii Łucji Pawłowskiej :)

Obecnie żyjemy w dosyć dziwnych czasach. Po raz pierwszy od ponad 10 lat większą część roku spędziłem w Polsce, a nie w Azji gdzie pilotuję wycieczki. Z jednej strony zostałem pozbawiony swojej pracy, z drugiej dzięki temu mogłem całą ciążę spędzić z Gosią – moją cudowną narzeczoną.

Los tak chciał, że kilka dni przed porodem, będąc już w szpitalu Gosia zaraziła się słynnym koronawirusem Covid-19. Po narodzinach Ofelii też zrobiono test, który okazał się negatywny. Efektem tego, kiedy po dwóch dniach można było ją zabrać ze szpitala, a Gosia została poddana kwarantannie (na szczęście samego wirusa przeszła wyjątkowo łagodnie), wylądowaliśmy w domu we dwójkę. Ja z córką. Sami na równo dwa tygodnie.

Cóż mogę powiedzieć. Ja, który nigdy w życiu nie miałem większego doświadczenia z dziećmi i ona. Nowe małe życie.

Wielkie podziękowania należą się tutaj Kasi, siostrze Gosi, która w tych pierwszych godzinach w domu zaznajomiła mnie z „instrukcją obsługi” noworodka i pomagała mi również w kolejnych dniach. Jak również całej rodzinie która bardzo mnie wspierała w tym czasie. Bez nich wszystkich nie wiem jak bym sobie poradził.

Łatwo na pewno nie było. Zdecydowanie była to największa lekcja jaką dostałem w życiu. Ale niezwykle fascynująca. Gdy takie maleństwo leży obok ciebie w kołysce, a ty się nieustająco zastanawiasz – jak ja sobie poradzę. Czy przypadkiem nie zrobię jej krzywdy, jak źle przewinę, nie tak podniosę, nieumiejętnie nakarmię.

Pierwsza zmiana pieluchy. Gdzie przód, gdzie tył, jak zapiąć, na jakiej wysokości, a tu jeszcze kikut pępowinowy wystaje. A mała zaczyna płakać i kopać nogami. Pielucha zdjęta, pupa wyczyszczona, nasmarowana zgodnie z instrukcją. Dobra, sięgam po nową pieluchę. I w tym momencie mała robi kolejną kupę. Nim zdążę zareagować już wierzgnęła nogami, dzięki czemu po chwili już obydwoje cali jesteśmy umorusani. Tak, zdecydowanie będę miał co wspominać i potem jej opowiadać jak dorośnie ;)

Największym wyzwaniem jest brak snu. Mam przykazane karmić 9-10 razy dziennie. Co oznacza w praktyce, że mogę się przespać maksymalnie 2 godziny, potem pobudka, podgrzanie mleka, zmiana pieluchy, karmienie, ponoszenie aby się odbiło… W tym czasie zdążę się już tak wybudzić, szczególnie jeszcze gdy na przewijaku Ofelia wykrzyczy co o tym wszystkim sądzi, że nie ma szans na błyskawiczne kolejne zaśnięcie. W nocy działam trochę jak zombie – wykonuje to wszystko niemal jak automat, po czym mała ląduje w kołysce, włączam monitor oddechu i samemu padam na kanapę ustawiając tylko kolejny budzik na telefonie, próbując znowu zasnąć.

Chyba najgorsza pod tym względem była pierwsza noc, gdzie każde jej mrukniecie budziło mnie. Nie wiedziałem czy mam ją wtedy brać na ręce, huśtać w kołysce czy spać i się nie przejmować. Na szczęście córka okazała się wyjątkowo wyrozumiała dla tatusia. Płacze w zasadzie tylko gdy się ją przewija, czasem jak ma pełną pieluchę lub jest głodna.

Ochłonąwszy nieco postanowiłem od małego oswajać ją z wyższą kulturą. Pierwszego dnia gdy już się ogarnąłem, słuchaliśmy więc IX symfonii Ludwiga van Beethovena. W kolejnych dniach repertuar skakał pomiędzy muzyką klasyczną, piosenkami Leonarda Cohena oraz Pawła Orkisza. Wieczorem zaś gdy zacząłem kłaść ją na swoich nogach i czytać sobie książkę zacząłem czytać na głos.

Podobno dzieci w tym wieku jeszcze niewiele widzą. Bardziej są to czarno-białe plamy, niż to co my możemy zobaczyć. Za to fascynujące jest jak reagują na głos. Ofelia jak słyszy gdy rozmawiam przez telefon uspokaja się i nasłuchuje. Tak samo jak się jej czyta. Gdy ją przewijam a ona mówi mi jak mało jej się to podoba – ja też zaczynam do niej mówić. I w większości przypadków udaje mi się ją w ten sposób uspokoić.

Co do wzroku, to wydrukowałem z internetu plansze z różnymi wzorami geometrycznymi i nie tylko. Podobno dobrze jest pokazywać takie noworodkowi. I rzeczywiście gdy przykleiłem je obok przewijaka i w kołysce, można zaobserwować, że w jakiś sposób zwracają jej uwagę.

Tak odkrywanie świata takiego małego dziecka i tak naprawdę uczenia się go wraz z nim jest niezwykłym doświadczeniem.

Moje lęki, chyba najbardziej złagodziło zdanie które usłyszałem: „Takie małe dziecko wcale tak łatwo nie jest uszkodzić.”

Natomiast nie chodzi też o to aby nie uszkodzić, a aby pomagać w rozwoju. Więc do tego wszystkiego właśnie cały czas przerabiam kurs ze strony mamafizjoterapeuta który ma uczyć rodziców jak prawidłowo podnosić, przewijać, obracać itp. Oczywiście w dzisiejszych czasach jest to kurs on line. I oczywiście oglądając poszczególne filmy wszystko wydaje się takie proste i oczywiste. A gdy przychodzi wykonać to samemu już takim prostym i oczywistym nie jest. Ale każdego dnia robimy obydwoje postępy i chyba o to chodzi :) Niebawem też chcę zacząć uczyć nas chodzenia w chuście. Znaczy najpierw sam muszę się nauczyć ją wiązać, co podobno jest proste ;) a potem Ofelię w niej siedzieć. Tak wiele nauki przed nami. Piękna sprawa. Mam nadzieję, że uda mi się być takim tatą, o jakim kiedyś powie, że był dobrym ojcem.

Dziś (02.12.2020) natomiast nastąpił wielki dzień. Z kwarantanny wróciła do nas mama :) Wielka radość :) Po raz pierwszy gdy mama i córka zapoznają się ze sobą ja mogłem pójść do sypialni i normalnie 3 godziny się przespać :)

Przez te dwa tygodnie czułem się też trochę jak uczestnik Big Brothera, aby Gosia mogła być choć wirtualnie z nami, zainstalowałem specjalnie dla niej kamerkę, którą mogła sterować przez aplikację. I czasami gdy się budziłem w nocy, a oko kamerki spoglądało na mnie… tak to było dziwne uczucie ;)

To o czym piszę pewnie wyda się tym wszystkim, którzy już są rodzicami banalnym. Dla mnie to zupełnie nowy świat. Na pewno po raz pierwszy w życiu tak naprawdę poczułem, że… dorosłem.

Zaczynamy więc teraz wspólną fascynującą podróż. Życzcie nam proszę powodzenia.

Ofelia, Gosia i Kazik

Ofelia
Ofelia
Ofelia
Ofelia
Ofelia
Ofelia
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 1
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 2
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 3
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 4
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 5
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 6
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 7
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 8
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 9
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 10
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 11
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 12
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 13
Najbardziej fascynująca podróż w życiu 14
Default image
Kazimierz Pawłowski
Podróżnik. Pilot wycieczek, miłośnik sportów nie tylko ekstremalnych. Zapraszam na autorskiego bloga poświęconego moim pasjom. Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Na co dzień pracując jako pilot wycieczek spędzam znaczną cześć roku w podróży. Lubię wracać do domu, przespać się we własnym łóżku, spotkać ze znajomymi, a przede wszystkim spędzić czas ze swoją narzeczoną. Odpocząć. Ale gdy za długo jestem w domu, wyjeżdżam na własne wakacje :) A przygodami z nich dzielę się na tym blogu.

2 komentarze

  1. Kaziu, wspaniała wiadomość!
    Cieszę się bardzo, bo choć – jak wiesz – też trochę podróżuję, to uważam, że nie ma nic piękniejszego na świecie niż rodzicielstwo! Ze swojej obecnej perspektywy babci mogę to śmiało stwierdzić!
    Gratuluję Ci bardzo, że sobie tak dzielnie dawałeś radę w tak trudnej sytuacji, Ofelii życzę zdrowego, radosnego życia i bardzo współczuję mamie maleństwa, bo to dla niej musiało być naprawdę strasznie trudne!
    Wielu rodzicielskich wzruszeń Wam życzę
    Jola

    • Bardzo dziękuję! Chyba udało się ten pierwszy egzamin zdać :) Kolejne przed nami. Tak ta podróż zapowiada się niezwykle fascynująco. Najważniejsze, że teraz jesteśmy już wszyscy w trójkę w domu w wspólnie płyniemy :)
      Dziękujemy!

Zostaw komentarz