Liofilizaty Trek’n Eat – czyli co jem w górach

Liofilizaty Trek'n Eat Liofilizaty Trek’n Eat przejechały już ze mną kawał świata. Miałem je ze sobą w Kirgistanie, Nepalu, Rosji, czy na Ukrainie. Jak dla mnie jest to świetny kompromis pomiędzy ceną a jakością, a co za tym idzie pierwszy wybór przy pakowaniu jedzenia na wyjazdy góry i nie tylko.

A wybór jest tutaj dosyć duży. Przedział cenowy również. W sklepach turystycznych można znaleźć wiele różnych liofilizatów, sam sporo różnych też testowałem. I owszem można znaleźć smaczniejsze, czy bardziej ekologiczne jedzenie. I sam je też zabieram jako urozmaicenie, aby każdego dnia nie jeść tego samego.

Natomiast jako podstawowe traktowałem zawsze i nadal traktuję liofilizaty Trek’n Eat, ze względu na cenę jak i wagę. Podwójna porcja, którą mogą spokojnie się najeść 2 osoby waży zaledwie 250 dekagramów.

Samo opakowanie służy również jako naczynie, po prostu zalewamy zawartość gotującą się wodą, mieszamy, odstawiamy na kilka minut. I obiad gotowy. Ale to jest w zasadzie standard przy większości dań liofilizowanych dostępnych na rynku.

Co do smaku, no cóż na szlaku po całym dniu wędrówki, jest to zdecydowanie danie królewskie! A w domu lepiej gotować sobie samemu ;)

Liofilizaty Trek'n Eat

Liofilizaty Trek'n Eat

Liofilizaty Trek'n Eat

Liofilizaty Trek'n Eat

Default image
Kazimierz Pawłowski
Podróżnik. Pilot wycieczek, miłośnik sportów nie tylko ekstremalnych. Zapraszam na autorskiego bloga poświęconego moim pasjom. Nie potrafię usiedzieć na jednym miejscu. Na co dzień pracując jako pilot wycieczek spędzam znaczną cześć roku w podróży. Lubię wracać do domu, przespać się we własnym łóżku, spotkać ze znajomymi, a przede wszystkim spędzić czas ze swoją narzeczoną. Odpocząć. Ale gdy za długo jestem w domu, wyjeżdżam na własne wakacje :) A przygodami z nich dzielę się na tym blogu.

Zostaw komentarz