
Hostel zarezerwowaliśmy sobie jeszcze z Taszkientu. 25$ dziennie, za całkiem wygodny dwu osobowy pokój z łazienką w samym centrum. I ze śniadaniem.
Tak naprawdę dopiero teraz zaczynamy się stykać z tą tak charakterystyczną Uzbecką architekturą. Mozaiki, wszędzie mozaiki. Zwiedzamy najważniejsze zabytki – meczety i medresy. Wspaniały Registan, medresy Ulugbek, Sher Dor, Tilla Kar, Meczet Bibi Khanym. A także robiącą największe wrażenie ?aleję mauzoleów? Shah-i-Zinda. Docieramy także do obserwatorium.
I oczywiście to, co lubimy najbardziej, czyli lokalny targ. A tutaj zewsząd na otaczają arbuzy i melony ? wszystko za grosze. Codziennie wracamy obładowani do hostelu. Żyć nie umierać!
Szaszłyki. Z cebulką, skropione octem, do tego świeży pachnący chleb. Uczta dla podniebienia. Tak właśnie zapamiętam Samarkandę.
Upał nas jednak zaczyna dobijać, ale mamy jeszcze zapas energii. Na razie chłoniemy wszystko dookoła i cieszymy się odkrywaniem Uzbekistanu.















