
Jako, że od dawna nie miałem takich “klasycznych” wakacji, czyli opiekania się na plaży, mam chytry plan pojechać też na chwilę na Haiku do miejscowości Sanya. To podobno taki chiński namiastek plaż Tajlandii. Jak tylko czas pozwoli powygrzewam tam przez kilka dni czerty litery nad morzem :)
Potem znowu na północ poprzez Yunnan i Sichuan aż do Chengdu, gdzie jestem umówiony z Justyną w połowie maja. Dalej mamy razem wjechać do Tybetu. Tybet to takie moje małe marzenie od dawien dawna. Staram się za bardzo o tym nie myśleć i sobie go nie wyobrażać, aby nie zepsuć efektu. Najchętniej został bym już tam do końca mojego pobytu, ale na ile to okaże się realne, czas pokaże. Tybet jest niestety dosyć drogi, przede wszystkim z uwagi na wszystkie pozwolenie które trzeba uzyskać aby do niego wjechać i się poruszać gdzieś dalej niż tylko Lhasa. A wszystkim zachodnim turystom niestety powinien towarzyszyć lokalny przewodnik, który “czuwa” nad nami…
Poniżej mapka z naniesionymi głównymi punktami trasy. A to jak naprawdę ona będzie przebiegać to już inna sprawa ;) Na pewno nie omieszkam tym się tu podzielić:
Pokaż Chiny 2010 na większej mapie





