Shangri-la (Zhongdian) 3200 m. n.p.m.

Pierwsze wrażenie po przyjechaniu do tego miasteczka nie było najlepsze, ale ostatecznie Shangri-la okazała się bardzo przyjemnym miejscem. Przyjechałem tu z Qiaotou (autobus 25 rmb ok. 2 godzin), bezpośrednio po trekingu w Wąwozie Skaczącego Tygrysa. Pytając ludzi o drogę do hostelu, wylądowałem pod drzwiami zupełnie innego. Dodam iż miałem ulotkę z aresem po Chińsku i nawet pod drzwiami gdzie była napisana inna nazwa, przechodni upierali się że to właśnie to czego szukam;)

Ale, że nie chciało mi się dłużej chodzić z plecakiem, a był to również hostel polecany przez mój przewodnik Lonely Planet, w dodatku przy samym starym centrum zostałem. Dla uściślenia był to Dragoncloud Guesthouse, a za noc płaciłem 30rmb.

Zabytkowe centrum, podobne do innych tego typu chińskich miasteczek, do tego dosyć rozległe nowe miasto. Na tych terenach zamieszkuje z znacznej mierze ludność tybetańska, więc obok chińskich napisów pojawiły się też tybetańskie.

Rzecz najważniejsza czyli jedzenie. W centrum można znaleźć olbrzymią ilość restauracji, z lokalnym oraz zachodnim jedzeniem. Ale jedzenie przynajmniej w tych w których próbowałem jest drogie i nie najlepsze.

Za to warto wyjść poza centrum i poszukać lokalnych knajpek. Tam za grosze można wspaniale się objeść. Trafiłem na taką jedną, gdzie cała rodzina siedziała za stołem i lepiła pierogi, czy wyrabiała cisto na makaron. Za 9rmb można było dostać całą taką wielką michę pierogów, dopiero co zrobionych. Nie muszę chyba dodawać, iż były wspaniałe:)

Jest to też świetne miejsce na zakupy. Zakupy w sklepach z odzieżą turystyczną. Za 10-30% ceny z Polski można kupić kurtki z Gore-tex’u i wiele innych przydatnych w dodatku markowych rzeczy. W dodatku nie ustępującym jakościowo tym, które można dostać u nas. A przekonałem się o tym zaledwie kilka dni później, kiedy świeżo zakupiona właśnie taka kurtka przeszła chrzest bojowy. Podczas całodziennej przejażdżki konnej w Litangu, gdy prawie cały dzień padał deszcz i wiał mocny wiatr.

Wracając do Shangri-la. Warto przejść się pod wieczór na rynek. O zmierzchu bowiem jest włączana muzyka i przez 1-2 godziny wszyscy chętni mogą tam wraz z mieszkańcami potańczyć. A że chętnych zawsze było dużo robi to ciekawe wrażenie.

Przy samym starym mieście znaleźć można też niewielki klasztor buddyjski, z monstrualnych rozmiarów młynkiem modlitewnym. Wstęp bezpłatny.

Natomiast zaraz za miastem usytuowany jest kolejny, tym razem olbrzymi klasztor buddyjski. A w zasadzie cały zespół klasztorów. Dojechać można tam miejskim autobusem nr 3 (1rmb). Jednak w pewnym momencie zostaje się wyproszonym z autobusu, gdzie mogą zostać tylko lokalni mieszkańcy i poproszonym o przesiadkę do turystycznego. Co pociąga za sobą konieczność kupienia biletu wstępu za 85rmb.

Pewnym problemem jest rozeznanie się co jest stare i zabytkowe, a co zostało właśnie postawione. Obecnie znaczna część terenu jest zresztą wielkim placem budowy. Stawiany jest kolejny największy klasztor. Po jego ukończeniu całość będzie na pewno robiła kolosalne wrażenie.

Podsumowując miasto bardzo mi się podobało. Czuć tu jednak wzmożoną kontrolę. Objawia się to na przykład tym, iż w hostelu abym mógł skorzystać z wi-fi, wygenerowali mi specjalne hasło. Po zalogowaniu się do sieci, pierwszą stroną która się otwiera jest strona rządowa. Musiałem tam wpisać to hasło, aby się zalogować i dopiero wtedy mogłem normalnie korzystać z internetu. Po wylogowaniu się za strony rządowej internet mi odcinało.

Tak samo, w hostelu nastraszyli mnie, że droga którą chcę się dalej udać jest zamknięta dla turystów. Jednak jako, iż w zeszłym roku mój znajomy ze Śródziemia – Łukasz (http://www.chiny2009.pl) – przejeżdżał tą trasą raczej byłem pewien, że to ja mam rację i mogę pojechać dalej na północ. Tak, rzeczywiście było, jednak na dworcu, dali mi do podpisania notatkę, iż jeżeli zostanę cofnięty przez policję na jakimś check-point’cie to oni nie zwrócą mi pieniędzy za bilet.

Może Ci się również spodoba

Proszę, zostaw swój komentarz: