Treking w górach Tien Shan (Kirgistan)

Góry tylko dla nas. I to jakie góry! Ale od początku. Przyjechaliśmy do Karakolu. O dziwo w Informacji turystycznej mówili po angielsku i nawet umieli odpowiedzieć na nasze pytania. To dla nas duże zaskoczenie. W każdym razie dostaliśmy kilka opcji noclegu i wybraliśmy tą bardziej luksusową ? czyli pokój w pensjonacie gdzie jest woda i prysznic. Takie burżujstwo to koszt 500 som od osoby, ale dostaniemy do tego śniadanie gratis :)

Udało nam się kupić mapę z zaznaczonym szlakiem ? więc burza mózgów, na ile dni i gdzie chcemy się wybrać. Postraszono nas pół metrową warstwą śniegu i kiepskim oznaczeniem szlaku, ale ostatecznie decydujemy się zrealizować pierwotny plan ? czyli pięciodniowy trekking z Jeti Oguz do Altyn Arashan.

Wyposażeni w przetestowany już w Ala Archa nowy namiot, nieco ciepłych ciuchów oraz górę jedzenia umawiamy się z taksiarzem iż rano nas odbierze z pensjonatu i podwiezie do wejścia do wąwozu. Cena za taki luksus to 300 som.

Więc ruszamy. Pogoda znowu idealna ? średnie zachmurzenie, dzięki czemu bardzo przyjemnie podchodzi się do góry. Przez pierwsze kilka godzin mijamy kolejne jurty i stada koni. Pełne zaskoczenie ? wszystkie dzieci znają tu angielski i próbują z nami porozmawiać. W mieście było to nie do pomyślenia.

Po kilku godzinach zaczyna robić się coraz bardziej pusto. Zostają już tylko konie. Za to pojawiają się świstaki, które nas bacznie obserwują ;)

Przed 18.00 zaczyna się poważnie chmurzyć więc szybko szukamy miejsca gdzie można postawić namiot. Udaje się w ostatniej chwili. Nawałnica trwa godzinę po czym znów robi się ładnie. Padamy po całym dniu wędrówki i jeszcze przed zachodem słońca kładziemy się spać. Dziś było i tak bardzo łagodnie. Szlaku co prawda na próżno szukać ale mapa jest na tyle dokładna, a ścieżki wydeptane, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można powiedzieć, że wiemy gdzie idziemy :)

Noce są tu zimne, w końcu jesteśmy już prawie 3000 m.n.p.m. Ale od samego rana znowu można się rozgrzać. Ruszamy w dalszą drogę. Dziś czeka nas wspinaczka, mamy do pokonania przełęcz na wysokości 3802 m.n.p.m. Gdy zaczyna man się wydawać, że jednak zgubiliśmy drogę pojawia się szlak. Czerwona strzałka pod górę. W dalszej części będą to małe kopczyki ułożone z kilku kamieni, ale na tyle wyraźne że czujemy się pewnie na naszym szlaku.

Na tej wysokości idzie się znacznie dłużej niż normalnie. Ale jest niesamowicie. Przez te pięć dni w górach praktycznie nikogo nie spotkaliśmy, z wyjątkiem kilku lokalnych mieszkańców. I małej grupki zachodnich turystów w ostatni dzień. Poza tym góry były tylko nasze.

Widoków nie będę opisywał, bo zdjęcia oddadzą to znacznie lepiej. Powiem tylko, że zapierają dech w piersiach.

Zapowiadanego śniegu za dużo nie spotkaliśmy. Jednak gdy przekraczaliśmy kolejną przełęcz za jeziorem Ala Kol, czekała nas ciężka przeprawa ? zejście po śnieżnym prawie pionowym nawisie. Ale innej drogi nie było, a kilka nielicznych śladów świadczyło o tym, że jest to możliwe. Więc co było robić :)

Trekking zakończyliśmy w Altyn Arashan, gdzie przez kilka godzin czekaliśmy na poprawę pogody pluszcząc się w gorących źródłach.

Wybierając się na taką wędrówkę na pewno należy zaopatrzyć się w mapę, bez tego ciężko było by się tam poruszać. I mieć cały zapas jedzenie ze sobą. Po drodze praktycznie nie ma możliwości kupienia niczego. Jedynie raz napotkaliśmy kemping, jednak ceny od razu nas od niego odstraszyły. Wstęp do parku narodowego to koszt 250 som. Poza tym w zasadzie nie jest potrzebny żaden specjalny sprzęt. Namiot, śpiwór, kilka ciepłych ubrań, zapas jedzenia i można iść. Oczywiście mowa o okresie wakacyjnym kiedy szlak jest wolny od śniegu.

Bajkowe góry!

 

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. ma napisał(a):

    rzeczywiście, widok powala na kolana! no i nareszcie świstak!!!

  2. vsbasss napisał(a):

    Piękne widoki,
    jak długo byliście w Kirgizji?
    Ile kosztował was pobyt na miejscu?

    Pozdrawiam
    Albert M.

Proszę, zostaw swój komentarz: