Wuhan – jednak ciekawe miasto
Piszę jednak, gdyż do tej pory wydawało mi się iż nie ma tu nic interesującego do zobaczenia, a turyści zatrzymują się tu jedynie aby spędzić noc po zakończonym spływie na Trzema Przełomami Jangcy. Zaś następnego dnie rano od razu ruszają w dalszą drogę. Na mojej trasie znalazło się tylko dlatego, że obiecałem BaiCai – kapitalnej nastolatce, która pracowała jako wolontariuszka w hostelu, że się z nią spotkam, jak przyjadę następnym razem do Chin.
Pomijam fakt, że znaczną część czasu jaki tu byłem spędziłem w hostelowym salono – barze
A wynikało to głównie z faktu iż dzisiejszy dzień był podobno tutaj najzimniejszym w kwietniu od stu lat. Ale wycieczka do miasta również była bardzo ciekawa.
Pathfainder hostel gdzie się zatrzymałem jest prowadzony przez niezwykle sympatyczną Chinkę. A zważywszy na fakt, iż zatrzymałem się tu już po raz trzeci, przy czym we wrześniu zeszłego roku przywiozłem ze sobą całą grupę z Gaudeamusa, wszyscy mnie tu dobrze znają. Sunshine, która jest właścicielką bardzo mi zresztą teraz pomogła przy przesyłaniu zaliczki do Lhasy na pozwolenia i bilety. A nawet ugotowała mi kaszkę, kiedy kuchnia była zamknięta, a ja biedny chodziłem głodny
