Wpisy otagowane ‘góry’

Wąwóz Skaczącego Tygrysa

Tiger Leaping Gorge – toaleta z widokiem;) początek Jangcy. Przepłynąłem już przez trzy przełomy Jangcy, teraz przyszła kolej na jej początkowy bieg. Czyli Wąwóz Skaczącego Tygrysa. Dwie godziny jazdy autobusem z Lijiangu do Qiaotou, za busik zorganizowany przez Mamę Naxi zapłaciłem 25rmb. Jako iż treking zajmuje co najmniej 2 dni, swój duży plecak zostawiłem przed samym wejściem do Wąwozu w hostelu u Jane (5rmb)

Okazało się, że moja współlokatorka – Chinka – też tego samego dnia wybrała się na trekking, więc miałem towarzystwo. Przydatne, bowiem na różnych ścieżkach łatwo zgubić drogę, a po drugie, jednak nie była to taka łatwa wycieczka, a zawsze bezpieczniej chodzić po górach we dwójkę.

Teoretycznie wstęp do wąwozu kosztuje 50rmb. Ale kiedy przechodziliśmy koło budki, gdzie siedziała pewna babcie i wydawało się, iż ona właśnie pobiera tą opłatę, moja chińska znajoma przeszła jak gdyby nigdy nic, mimo głośnych protestów ze strony babci;) Więc zrobiłem dokładnie tak samo i tym samym wstęp do Wąwozu okazał się bezpłatny.

Więcej »

, , ,

Lijiang – Baisha – rower – góry

Pożyczyłem rower:) Nie pierwszy raz w Chinach i pewnie nie ostatni, ale tutaj był to strzał w dziesiątkę. Wybrałem się z Lijiang’u do Baisha i dalej drogą w górę. Widoki kapitalne, bowiem są to te same góry Youlong Snow Mountain, w których byłe kilka dni wcześniej. Tylko tutaj nie płaci się za wstęp :)

No dobrze, można odwiedzić po drodze kilka płatnych miejsc. Ale jest to jakby dodatek do całej wycieczki, a nie cel sam w sobie.

Jadąc z Lijiang’u pod górę po jakiś 30-40 minutach dojeżdża się do Baisha. Jadąc główną drogą w kierunku parku narodowego, należy odbić w lewo. Jest drogowskaz, więc łatwo trafić. Tak dojechałem do niewielkiej uroczej miejscowości Baisha. Podobno słynie ona z pięknych fresków, ale te postanowiłem sobie podarować i pojechałem dalej pod górę.

Więcej »

, , , , , ,

Lijiang – Yulong Snow Mountains

Nieco ponad pół godziny drogi busikiem od Lijiang’u wznoszą się pokryte śniegiem góry, których wysokość przekracza 5000 metrów n.p.m. Zwykły turysta nie ma za dużo możliwości pochodzenia po nich, ale to co można zobaczyć i tak jest wystarczająco piękne.

Widoki tutaj mnie nieco zaskoczyły. Bardziej spodziewałem się krajobrazów andyjskich, jakie miałem okazję oglądać w Peru, czy Argentynie. Tutaj natomiast poczułem się odrobinę jak w Tatrach. Wielka polana na której pasą się owce, las sosnowy i wznoszące się góry. A to wszystko na wysokości powyżej 3000 metrów. Ale na pewno nie umniejsza to uroku tego miejsca. Wręcz przeciwnie.

Zapewne, gdyby udało mi się wyjechać na wysokość 4500 metrów, do lodowca, moje wyobrażenie tego miejsca uległo by pewnym zmianom. Ale niestety kolejka gondolowa, która tam wywozi była jeszcze zamknięta. Podobno, ze względu na ciężkie warunki pogodowe panujące na górze.

Więcej »

, , , ,

Dali, ah, Dali!

Robi się coraz ładniej. Dali, kolejne niewielkie miasteczko pełne uroku. I coraz wyższe góry. Miasto leży na wysokości niecałych 2000 metrów n.p.m. a szczyty nad nim górujące mają ponad 4000 metrów. Dlatego pomimo swojego uroku Dali zeszło na dalszy plan. A najciekawsze jest tu wszystko dookoła.

Sceneria bowiem jest kapitalna. Z jednej strony wysokie góry, z drugiej piękne jezioro. A całość dopełniają trzy pagody, wraz z całym kompleksem świątynnym nieopodal.

Wiem też już gdzie podziali się wszyscy ludzie, których brakowało mi w Kunming. Przyjechali do Dali. Kiedy rano po przyjeździe zrobiłem sobie krótki spacer i wyszedłem poza mury miejskie moim oczom kazał się niekończący się sznur ludzi wychodzących z autobusów i kierujących się w stronę świątecznego jarmarku.

Więcej »

, , ,

Kunmig, Xi Shan

Pierwsze chińskie przyjazne miasto. Po spędzeniu ponad 30 godzin w pociągu wylądowałem w Kunming. Miasto to znacznie różni się od innych, które do tej pory zwiedziłem. Poza niewielkimi miasteczkami typu Fenghuang czy Yangshuo jest to pierwsze miasto w Chinach, które wydaje się przyjazne mieszkańcom. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Po pierwsze powietrze – może jest to związane z wysokością, bo według przewodnika Kunming leży 1890 metrów nad poziomem morza. Ale tu da się oddychać! Nie ma smogu i tej męczącej wilgotności, która do tej pory wszędzie mi w Chinach towarzyszyła.

Jest zielono i kolorowo, kwitnie bowiem cała masa kwiatów. A to sprawia, że to miasto pachnie. Jest czyste i zadbane. Mają niezłe i nie zakorkowane drogi. Ale to z kolei sprawia, że jeżdżą szybciej. W ciągu tego miesiąca widziałem jedną stłuczkę. Tutaj już dwie.

Więcej »

, , ,

Zhangjiajie – to tu kręcono Avatara

Bajkowe krajobrazy, właśnie dla takich tu przyjechałem i jest ta wyprawa. Park narodowy wpisany na listę UNESCO, sceneria gdzie kręcono film Avatar. Niewiele z tych miejsc, które widziałem może się równać z Zhangjiajie.

W dwa dni, które tu spędziłem można „zaliczyć” wszystkie punkty widokowe zaznaczone na mapie. Chyba, że przesiaduje się z rozdziawioną buzią gapiąc się na niesamowite krajobrazy i przy okazji podglądając chińskich artystów przenoszących je na płótno. Dlatego mnie udało się zwiedzić jedynie połowę parku. Ale nie żałuję. Pośpiech w takich miejscach zabija ich piękno.

Jako, że jeszcze nie zaczął się sezon, udawało mi się od czasu do czasu znaleźć takie miejsce, przez które przechodziła jedna grupa osób na kilka minut, co tu nie często się zdarza. Jednak większość czasu trzeba założyć iż nie uda się wyrwać od tłumu.
Więcej »

,

Hengshan

Dzień w górach Hengshan. O ich istnieniu dowiedziałem się w Wuhanie, podczas przesiadywania w hostelowym barze. Mój przewodnik Lonely Planet niewiele o nich pisze, więc siłą rzeczy nie było ich na mojej trasie. Ale się znalazły i bardzo się cieszę z tego powodu. Jest to jedna ze świętych gór w Chinach a na jej szczycie zbudowano świątynię. Turystów, a w zasadzie pielgrzymów jest dosyć sporo, ale przez cały dzień nie spotkałem nikogo poza samymi Chińczykami.

Możliwości dotarcia na samą górę jest dosyć dużo – zaczynając od autobusu, poprzez kolejkę linową na lektyce kończąc. Ja wybrałem piechotkę, wspomagając się w połowie kolejką. Sam wstęp do parku jest dosyć drogi, kosztuje 100rmb. Jak ktoś chce obrócić autobusem autobusem to musi do tego dołożyć jeszcze 70rmb, a kolejka linowa w jedną stronę to 40rmb. Cała trasa zajęła mi od wejścia do parku do zejścia pod bramki siedem godzin. Chociaż nawet na piechotę można ją pokonać znacznie szybciej. Ale lubię po drodze się nacieszyć widokami, a na szczycie przesiedziałem dobre półtorej godziny.

Więcej »

, ,