Wpisy otagowane ‘chiny’

Shangri-la – Xiangcheng – Litang

Dwa dni w autobusie z jednym noclegiem pomiędzy przejazdami. No może nieco przesadzam z tymi dwoma dniami. Trasa Shangri-la – Xiangcheng (75rmb) to około siedmiu godzin, natomiast następnego dnia przejazd z Xiangcheng do Litangu (ok. 65rmb) zajął mi kolejne cztery godziny.

Wbrew temu czym mnie straszono w Shangri-la, na trasie nie było żadnych posterunków policji i nigdzie nie próbowano mnie zawrócić;) Za to trasa była niezwykle malownicza. Moja mapa nie podaje dokładnych wysokości ale zapewne niektóre przełęcze wznosiły się na wysokości około 5000 m n.p.m. Na tych wysokościach można było zobaczyć jeszcze całkiem sporych rozmiarów połacie śniegu, a temperatura spadała w okolice zera.

Więcej »

, , , , , , , , ,

Shangri-la (Zhongdian) 3200 m. n.p.m.

Pierwsze wrażenie po przyjechaniu do tego miasteczka nie było najlepsze, ale ostatecznie Shangri-la okazała się bardzo przyjemnym miejscem. Przyjechałem tu z Qiaotou (autobus 25 rmb ok. 2 godzin), bezpośrednio po trekingu w Wąwozie Skaczącego Tygrysa. Pytając ludzi o drogę do hostelu, wylądowałem pod drzwiami zupełnie innego. Dodam iż miałem ulotkę z aresem po Chińsku i nawet pod drzwiami gdzie była napisana inna nazwa, przechodni upierali się że to właśnie to czego szukam;)

Ale, że nie chciało mi się dłużej chodzić z plecakiem, a był to również hostel polecany przez mój przewodnik Lonely Planet, w dodatku przy samym starym centrum zostałem. Dla uściślenia był to Dragoncloud Guesthouse, a za noc płaciłem 30rmb.

Zabytkowe centrum, podobne do innych tego typu chińskich miasteczek, do tego dosyć rozległe nowe miasto. Na tych terenach zamieszkuje z znacznej mierze ludność tybetańska, więc obok chińskich napisów pojawiły się też tybetańskie.

Więcej »

, , , ,

Wąwóz Skaczącego Tygrysa

Tiger Leaping Gorge – toaleta z widokiem;) początek Jangcy. Przepłynąłem już przez trzy przełomy Jangcy, teraz przyszła kolej na jej początkowy bieg. Czyli Wąwóz Skaczącego Tygrysa. Dwie godziny jazdy autobusem z Lijiangu do Qiaotou, za busik zorganizowany przez Mamę Naxi zapłaciłem 25rmb. Jako iż treking zajmuje co najmniej 2 dni, swój duży plecak zostawiłem przed samym wejściem do Wąwozu w hostelu u Jane (5rmb)

Okazało się, że moja współlokatorka – Chinka – też tego samego dnia wybrała się na trekking, więc miałem towarzystwo. Przydatne, bowiem na różnych ścieżkach łatwo zgubić drogę, a po drugie, jednak nie była to taka łatwa wycieczka, a zawsze bezpieczniej chodzić po górach we dwójkę.

Teoretycznie wstęp do wąwozu kosztuje 50rmb. Ale kiedy przechodziliśmy koło budki, gdzie siedziała pewna babcie i wydawało się, iż ona właśnie pobiera tą opłatę, moja chińska znajoma przeszła jak gdyby nigdy nic, mimo głośnych protestów ze strony babci;) Więc zrobiłem dokładnie tak samo i tym samym wstęp do Wąwozu okazał się bezpłatny.

Więcej »

, , ,

Lijiang – Baisha – rower – góry

Pożyczyłem rower:) Nie pierwszy raz w Chinach i pewnie nie ostatni, ale tutaj był to strzał w dziesiątkę. Wybrałem się z Lijiang’u do Baisha i dalej drogą w górę. Widoki kapitalne, bowiem są to te same góry Youlong Snow Mountain, w których byłe kilka dni wcześniej. Tylko tutaj nie płaci się za wstęp :)

No dobrze, można odwiedzić po drodze kilka płatnych miejsc. Ale jest to jakby dodatek do całej wycieczki, a nie cel sam w sobie.

Jadąc z Lijiang’u pod górę po jakiś 30-40 minutach dojeżdża się do Baisha. Jadąc główną drogą w kierunku parku narodowego, należy odbić w lewo. Jest drogowskaz, więc łatwo trafić. Tak dojechałem do niewielkiej uroczej miejscowości Baisha. Podobno słynie ona z pięknych fresków, ale te postanowiłem sobie podarować i pojechałem dalej pod górę.

Więcej »

, , , , , ,

Tradycyjna Medycyna Chińska – Baisha – Dr Ho

Podczas wycieczki rowerowej z Lijiangu, dotarłem do położonej niedaleko miejscowości Baisha. W przewodniku Lonely Planet opisują doktora, który jest najsłynniejszym mieszkańcem tego miasta i nie tylko. Postanowiłem więc go odwiedzić.

Jak tylko zsiadłem z roweru przed domem doktora Ho, niespodziewanie wyrósł przede mną dziadek i oznajmił, iż to on jest doktorem Ho i jest sławny:) Dodam iż doktor ma ponad 80 lat, biegle mówi oczywiście po chiński, ale także po angielsku i podobno jeszcze w kilku językach.

W białym fartuchu, z długą bródką. Wygląda poważnie, ale na pewno młodziej, niż wskazywałby na to jego wiek.

Więcej »

, , , ,

Lijiang

Przyjechałem tu pod wieczór z Dali. Podróż to jakieś 3-4 godziny, nie patrzyłem dokładnie na zegarek;) I 45rmb, ale z racji świąt wzrosło do 55rmb. Potem jeszcze 10 rmb za taryfę na dojazd i wylądowałem u Mamy Naxi. Czyli czymś w rodzaju rodzinnego pensjonatu prowadzonego przez przesympatyczną panią ze społeczności Naxi.

Jak tylko się rozgościłem i podjadłem, oczywiście wyruszyłem na miasto. Lijiang. Bez wątpienia najładniejsze miasteczko w Chinach jakie do tej pory odwiedziłem.

Moje wyobrażenie krajobrazów jakie tutaj zastanę było zdecydowanie odmienne od rzeczywistości. Wyobrażałem sobie zaśnieżone szczyty. A tu nadal wszystko jest zielone. Prawie:) W oddali króluje bowiem Yulong Snow Mountain, wystając ponad wszystkie okoliczne góry, ze swoi białym szczytem. Ale to już ponad 5000 metrów n.p.m.

Klimat – bardzo przyjemny – jest ciepło i sucho. Nie ma tej tak męczącej w Chinach wilgotności.

Więcej »

, , ,

Lijiang – Mama’s Naxi Guesthouse

Miejsce w którym zatrzymałem się w Lijiangu wymaga poświęcenia mu więcej uwagi. U Mamy Naxi zatrzymałem się na aż sześć nocy i z przyjemnością został bym na dłużej gdyby tylko czas pozwolił. Jest to rodzinny pensjonat prowadzony przez przesympatyczną panią, wywodzącą się ze społeczności Naxi.

Warunki są dosyć skromne, ale cena 30rmb, a poza „gorącym weekendem” 20rmb za łóżko w dormitorium, a przede wszystkim atmosfera tu panująca – nie do zastąpienia. W dodatku położony przy samym zabytkowym centrum. Od razu dostałem herbatkę, banana, swoje łóżko. Formalności później.

Więcej »

, , , , ,

Lijiang – Yulong Snow Mountains

Nieco ponad pół godziny drogi busikiem od Lijiang’u wznoszą się pokryte śniegiem góry, których wysokość przekracza 5000 metrów n.p.m. Zwykły turysta nie ma za dużo możliwości pochodzenia po nich, ale to co można zobaczyć i tak jest wystarczająco piękne.

Widoki tutaj mnie nieco zaskoczyły. Bardziej spodziewałem się krajobrazów andyjskich, jakie miałem okazję oglądać w Peru, czy Argentynie. Tutaj natomiast poczułem się odrobinę jak w Tatrach. Wielka polana na której pasą się owce, las sosnowy i wznoszące się góry. A to wszystko na wysokości powyżej 3000 metrów. Ale na pewno nie umniejsza to uroku tego miejsca. Wręcz przeciwnie.

Zapewne, gdyby udało mi się wyjechać na wysokość 4500 metrów, do lodowca, moje wyobrażenie tego miejsca uległo by pewnym zmianom. Ale niestety kolejka gondolowa, która tam wywozi była jeszcze zamknięta. Podobno, ze względu na ciężkie warunki pogodowe panujące na górze.

Więcej »

, , , ,

Dali, ah, Dali!

Robi się coraz ładniej. Dali, kolejne niewielkie miasteczko pełne uroku. I coraz wyższe góry. Miasto leży na wysokości niecałych 2000 metrów n.p.m. a szczyty nad nim górujące mają ponad 4000 metrów. Dlatego pomimo swojego uroku Dali zeszło na dalszy plan. A najciekawsze jest tu wszystko dookoła.

Sceneria bowiem jest kapitalna. Z jednej strony wysokie góry, z drugiej piękne jezioro. A całość dopełniają trzy pagody, wraz z całym kompleksem świątynnym nieopodal.

Wiem też już gdzie podziali się wszyscy ludzie, których brakowało mi w Kunming. Przyjechali do Dali. Kiedy rano po przyjeździe zrobiłem sobie krótki spacer i wyszedłem poza mury miejskie moim oczom kazał się niekończący się sznur ludzi wychodzących z autobusów i kierujących się w stronę świątecznego jarmarku.

Więcej »

, , ,

Kunmig, Xi Shan

Pierwsze chińskie przyjazne miasto. Po spędzeniu ponad 30 godzin w pociągu wylądowałem w Kunming. Miasto to znacznie różni się od innych, które do tej pory zwiedziłem. Poza niewielkimi miasteczkami typu Fenghuang czy Yangshuo jest to pierwsze miasto w Chinach, które wydaje się przyjazne mieszkańcom. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Po pierwsze powietrze – może jest to związane z wysokością, bo według przewodnika Kunming leży 1890 metrów nad poziomem morza. Ale tu da się oddychać! Nie ma smogu i tej męczącej wilgotności, która do tej pory wszędzie mi w Chinach towarzyszyła.

Jest zielono i kolorowo, kwitnie bowiem cała masa kwiatów. A to sprawia, że to miasto pachnie. Jest czyste i zadbane. Mają niezłe i nie zakorkowane drogi. Ale to z kolei sprawia, że jeżdżą szybciej. W ciągu tego miesiąca widziałem jedną stłuczkę. Tutaj już dwie.

Więcej »

, , ,