Na dachu świata – Tybet – Lhasa – pierwsze wrażenie

Dach Świata – Tybet i jego stolica Lhasa. Pełna świątyń, ludzi modlących się na ulicy, w pewien sposób magiczne miejsce. Tą magię poczułem gdy znalazłem się na placu przed Pałacem Potala. Robi olbrzymie wrażenie. Usytuowany na niewielkim wzniesieniu, góruje nad otoczeniem sprawiając wrażenie, że znajduje się bliżej nieba od całej reszty.

Miejsce wielu kontrastów. Których zresztą nie brakowało mi podczas tej wyprawy. Ale tu są one szczególnie widoczne. I są to inne kontrasty.

Liczne klasztory i świątynie. Jokhang (85rmb), Drepung(50rmb), Sera… Pałac letni (60rmb) i Barkhor, stare miasto, pełne straganów i pielgrzymów. Butter Tea, tak nielubiana przez wielu, która mi bardzo smakuje.

Ale nic nie jest białe i czarne. Lhasa – zwykłe chińskie miasto, czy magiczne miejsce?

Więcej »

, ,

W pociągu do Lhasy (Lasa)

Upragniony od dawna Tybet. Ciekawe jak mają się wyobrażenia do rzeczywistości… Tymczasem aby tam dotrzeć trzeba spędzić dwa dni w pociągu. Znaczy można również dolecieć, ale zważywszy na fakt iż latanie nie należy do moich ulubionych czynności, za to uwielbiam jeździć chińskimi pociągami wybór był oczywisty.

Do tego dochodzą takie kwestie jak cena, gdyż pociąg jest ponad dwa razy tańszy i aklimatyzacja. Jadąc koleją wznosimy się na ponad 5000 m n.p.m. a na znacznej części trasy, znajdujemy się na wysokości powyżej 4000 m n.p.m, co pozwala szybciej zaaklimatyzować się w samej Lasie.
Więcej »

, , , ,

Z Litang do Chengdu

Przejazd zajął mi cały dzień. Wyjechałem z Litang autobusem o godzinie 6.30 rano (87rmb) do Kangding, gdzie dojechaliśmy po 15. I już o 16.00 miałem kolejny autobus do Chengdu (119rmb), gdzie dojechałem krótko przed północą.

Sama droga opisana w przewodniku jako Sichuan-Tibet Highway jest niezwykle malownicza. Przekracza się na niej przełęcze położone prawie na 5000 m. n.p.m., wije się pomiędzy górami, strasząc nieraz wielkimi przepaściami. Odległości może nie są wielkie, ale droga autostradą nie jest;) więc trzeba bardzo dużo czasu aby ją przejechać.

Więcej »

, , , ,

Litang – 4014m. n.p.m.

Niewielkie miasteczko pośrodku niczego. Chociaż nie – pośrodku wspaniałych gór. Zupełnie inne od tego co do tej pory w Chinach widziałem. Podobno jest to taki Tybet poza Tybetem. Czy tak jest rzeczywiście będę miał okazję przekonać się już za kilka dni. Tymczasem Litang zauroczył mnie na tyle, że zostałem tu nieco dłużej niż pierwotnie planowałem.

Samo miasto jest nieco chaotyczne i niemiłosiernie zakurzone. Choć to może też wina pory roku, bo wiosna tu dopiero powoli zaczyna docierać. Pogoda zmienia się z minuty na minutę. Raz świeci piękne słońce, by za chwilę naszły chmury i zaczęło lać. I w zasadzie nieustannie towarzyszy mi tu silny wiatr.

Miasto jak napisałem chaotyczne, ale pełne jakiegoś takiego magicznego uroku. Może to przez te wysokie góry rozpościerające się naprzeciwko. Może przez mieszkańców, których w znacznej mierze stanowią Tybetańczycy. Siedzą przed domami z młynkami modlitewnymi w ręce i obracając nimi mruczą modły.

Więcej »

, , ,

Litang – wycieczka konna i noc w namiocie

Przebywając w Litangu postanowiłem wybrać się na jeden dzień na przejażdżkę konną po okolicy. Wykupiłem sobie ją w moim hotelu i nie do końca wiedziałem co mnie podczas niej czeka. Sama przejażdżka może była nieco rozczarowująca, ale za to cała wycieczka jedną z najciekawszych podczas całego mojego pobytu w Chinach.

Za wycieczkę zapłaciłem 150rmb (choć na ulicy proponowali mi przejażdżek za 50rmb). Najciekawsze jednak okazało się to co było dodatkiem do jazdy konnej. Razem ze mną pojechała jeszcze jedna holenderka i dwóch chłopaków z Izraela. Wycieczka zaczęła się około dziewiątej rano i skończyła o podobnej porze dnia następnego.

Madok z naszego hotelu wywiozła nas w góry, na pastwiska do rodziny prowadzącej tradycyjny koczowniczy tryb życia i mieszkającej w namiocie. Rodzina to byli dziadkowie z dwójką wnucząt. Rodzice dzieci w tym okresie pojechali wysoko w góry, gdzie zbierając zioła można podobno znacznie więcej zarobić.

Więcej »

, , , ,

Shangri-la – Xiangcheng – Litang

Dwa dni w autobusie z jednym noclegiem pomiędzy przejazdami. No może nieco przesadzam z tymi dwoma dniami. Trasa Shangri-la – Xiangcheng (75rmb) to około siedmiu godzin, natomiast następnego dnia przejazd z Xiangcheng do Litangu (ok. 65rmb) zajął mi kolejne cztery godziny.

Wbrew temu czym mnie straszono w Shangri-la, na trasie nie było żadnych posterunków policji i nigdzie nie próbowano mnie zawrócić;) Za to trasa była niezwykle malownicza. Moja mapa nie podaje dokładnych wysokości ale zapewne niektóre przełęcze wznosiły się na wysokości około 5000 m n.p.m. Na tych wysokościach można było zobaczyć jeszcze całkiem sporych rozmiarów połacie śniegu, a temperatura spadała w okolice zera.

Więcej »

, , , , , , , , ,

Shangri-la (Zhongdian) 3200 m. n.p.m.

Pierwsze wrażenie po przyjechaniu do tego miasteczka nie było najlepsze, ale ostatecznie Shangri-la okazała się bardzo przyjemnym miejscem. Przyjechałem tu z Qiaotou (autobus 25 rmb ok. 2 godzin), bezpośrednio po trekingu w Wąwozie Skaczącego Tygrysa. Pytając ludzi o drogę do hostelu, wylądowałem pod drzwiami zupełnie innego. Dodam iż miałem ulotkę z aresem po Chińsku i nawet pod drzwiami gdzie była napisana inna nazwa, przechodni upierali się że to właśnie to czego szukam;)

Ale, że nie chciało mi się dłużej chodzić z plecakiem, a był to również hostel polecany przez mój przewodnik Lonely Planet, w dodatku przy samym starym centrum zostałem. Dla uściślenia był to Dragoncloud Guesthouse, a za noc płaciłem 30rmb.

Zabytkowe centrum, podobne do innych tego typu chińskich miasteczek, do tego dosyć rozległe nowe miasto. Na tych terenach zamieszkuje z znacznej mierze ludność tybetańska, więc obok chińskich napisów pojawiły się też tybetańskie.

Więcej »

, , , ,

Wąwóz Skaczącego Tygrysa

Tiger Leaping Gorge – toaleta z widokiem;) początek Jangcy. Przepłynąłem już przez trzy przełomy Jangcy, teraz przyszła kolej na jej początkowy bieg. Czyli Wąwóz Skaczącego Tygrysa. Dwie godziny jazdy autobusem z Lijiangu do Qiaotou, za busik zorganizowany przez Mamę Naxi zapłaciłem 25rmb. Jako iż treking zajmuje co najmniej 2 dni, swój duży plecak zostawiłem przed samym wejściem do Wąwozu w hostelu u Jane (5rmb)

Okazało się, że moja współlokatorka – Chinka – też tego samego dnia wybrała się na trekking, więc miałem towarzystwo. Przydatne, bowiem na różnych ścieżkach łatwo zgubić drogę, a po drugie, jednak nie była to taka łatwa wycieczka, a zawsze bezpieczniej chodzić po górach we dwójkę.

Teoretycznie wstęp do wąwozu kosztuje 50rmb. Ale kiedy przechodziliśmy koło budki, gdzie siedziała pewna babcie i wydawało się, iż ona właśnie pobiera tą opłatę, moja chińska znajoma przeszła jak gdyby nigdy nic, mimo głośnych protestów ze strony babci;) Więc zrobiłem dokładnie tak samo i tym samym wstęp do Wąwozu okazał się bezpłatny.

Więcej »

, , ,

Lijiang – Baisha – rower – góry

Pożyczyłem rower:) Nie pierwszy raz w Chinach i pewnie nie ostatni, ale tutaj był to strzał w dziesiątkę. Wybrałem się z Lijiang’u do Baisha i dalej drogą w górę. Widoki kapitalne, bowiem są to te same góry Youlong Snow Mountain, w których byłe kilka dni wcześniej. Tylko tutaj nie płaci się za wstęp :)

No dobrze, można odwiedzić po drodze kilka płatnych miejsc. Ale jest to jakby dodatek do całej wycieczki, a nie cel sam w sobie.

Jadąc z Lijiang’u pod górę po jakiś 30-40 minutach dojeżdża się do Baisha. Jadąc główną drogą w kierunku parku narodowego, należy odbić w lewo. Jest drogowskaz, więc łatwo trafić. Tak dojechałem do niewielkiej uroczej miejscowości Baisha. Podobno słynie ona z pięknych fresków, ale te postanowiłem sobie podarować i pojechałem dalej pod górę.

Więcej »

, , , , , ,

Tradycyjna Medycyna Chińska – Baisha – Dr Ho

Podczas wycieczki rowerowej z Lijiangu, dotarłem do położonej niedaleko miejscowości Baisha. W przewodniku Lonely Planet opisują doktora, który jest najsłynniejszym mieszkańcem tego miasta i nie tylko. Postanowiłem więc go odwiedzić.

Jak tylko zsiadłem z roweru przed domem doktora Ho, niespodziewanie wyrósł przede mną dziadek i oznajmił, iż to on jest doktorem Ho i jest sławny:) Dodam iż doktor ma ponad 80 lat, biegle mówi oczywiście po chiński, ale także po angielsku i podobno jeszcze w kilku językach.

W białym fartuchu, z długą bródką. Wygląda poważnie, ale na pewno młodziej, niż wskazywałby na to jego wiek.

Więcej »

, , , ,