Wąwóz Skaczącego Tygrysa

Tiger Leaping Gorge – toaleta z widokiem;) początek Jangcy. Przepłynąłem już przez trzy przełomy Jangcy, teraz przyszła kolej na jej początkowy bieg. Czyli Wąwóz Skaczącego Tygrysa. Dwie godziny jazdy autobusem z Lijiangu do Qiaotou, za busik zorganizowany przez Mamę Naxi zapłaciłem 25rmb. Jako iż treking zajmuje co najmniej 2 dni, swój duży plecak zostawiłem przed samym wejściem do Wąwozu w hostelu u Jane (5rmb)

Okazało się, że moja współlokatorka – Chinka – też tego samego dnia wybrała się na trekking, więc miałem towarzystwo. Przydatne, bowiem na różnych ścieżkach łatwo zgubić drogę, a po drugie, jednak nie była to taka łatwa wycieczka, a zawsze bezpieczniej chodzić po górach we dwójkę.

Teoretycznie wstęp do wąwozu kosztuje 50rmb. Ale kiedy przechodziliśmy koło budki, gdzie siedziała pewna babcie i wydawało się, iż ona właśnie pobiera tą opłatę, moja chińska znajoma przeszła jak gdyby nigdy nic, mimo głośnych protestów ze strony babci;) Więc zrobiłem dokładnie tak samo i tym samym wstęp do Wąwozu okazał się bezpłatny.

Od samego początku zaczęła się ostra wspinaczka, która zaczyna się na wysokości 1853 m n.p.m, a kończy dopiero na 2670 m n.p.m. Do tego towarzyszyło nam nieustannie słońce i upał. Dlatego nieodzowny okazał się krem z filtrem oraz spory zapas wody. Po drodze nie ma za wielu okazji do uzupełnienia zapasów, a tam gdzie już można to zrobić ceny są odpowiednie do wysokości.

Na podejściu można sobie nieco pomóc i przesiąść się na konia. Tak właśnie na znacznej części trasy pod górę zrobiła moja znajoma. Chociaż w niektórych miejscach było to nieco przerażające, bowiem przepaście z grzbietu konia mogą wyglądać jeszcze groźniej. Z tego co widziałem to przyjemność ta kosztowała ją 80rmb.

Po drodze za 8rmb można przejść na punkt widokowy, nad przełomem. Ale kilka metrów dalej można zobaczyć to samo już za darmo, więc nie warto płacić. Widoki które mijałem po drodze, były naprawdę niesamowite. Ale to przynajmniej w części oddadzą zdjęcia.

Zaskoczeniem było dla mnie to, że w przeciwieństwie, do prawie wszystkich atrakcji turystycznych w Chinach, tutaj nie ma wyznaczonej trasy i betonowych ścieżek. Idzie się tak jak u nas. Po prostu ścieżką w górach, nad przepaściami, bez żadnych zabezpieczeń. Warto więc się wybrać tu jak najszybciej, jeżeli ktoś to planuje.

Bowiem zapewne, jest tylko kwestią czasu, kiedy ta sytuacja ulegnie zmianie i cała trasa zostanie ucywilizowana. Tego przykład już można zobaczyć poniżej, przy rzece, gdzie powstaje droga. Droga, która okazała się bardziej ekstremalna od całego pieszego trekkingu górą. Ale po kolei.

Pierwszego dnia, przejście do miejsca gdzie chcieliśmy nocować zajęło nam ok. siedmiu godzin. Zatrzymaliśmy się w hostelu „Half Way”. Nocleg w pokoju wieloosobowym to 25rmb. Dają tam również nieźle zjeść, chociaż po takiej całodziennej wspinaczce to wszystko by świetnie smakowało.

Dodatkowo z tarasu, gdzie można jeść rozpościera się piękny widok na wznoszące się naprzeciwko góry. Ten sam widok czeka nas również w toalecie :) Te bowiem z jednej strony nie mają ściany i kucając nad dziurą w podłodze, możemy podziwiać górskie stoki :)

Następnego dnia po około dwóch godzinach, głównie schodzenia w dół, doszliśmy do drogi i Tina’s Guest House. Tutaj można kontynuować pieszą wędrówkę dalej wzdłuż koryta rzeki, lub wrócić busikiem do Qiaotou. My skorzystaliśmy z tej drugiej opcji (25rmb).

Droga jest obecnie w przebudowie / budowie. I była to prawdziwie ekstremalna przejażdżka. Większość trasy wiodła nad przepaściami, bądź przy osuwiskach. Kilka razy zaczynały na nas lecieć głazy z góry, przed którymi kierowca ratował się gwałtownie dodając gazu, a te przelatywały tuż za nami. Ilość kurzu powodowała zaś, że część tej trasy pokonywaliśmy prawie po „omacku”.

Szczęśliwie jednak dotarliśmy do Qiaotou, gdzie odebrałem swoje rzeczy i lokalnym autobusem (25rmb) pojechałem do Shangri-la. A tak prezentuje się Wąwóz Skaczącego Tygrysa:

3 komentarze

  1. mieszczaneczka napisał(a):

    Wszystko super, mega fajne fotki. Tylko nie podoba mi się motyw z babcią – co biedaczka miała zrobić jak ktoś po prostu przechodzi bez płacenia? jak Wy byście się czuli na jej miejscu? Rozumiem że oszczędności ale bez przesady – jakaś forma kultury musi obowiązywać.

  2. Łukasz napisał(a):

    Zupelnie inaczej to wygląda niż latem, nie wiedziałem, że tam ta zieleń nie jest cały rok.

    Co do opłat, ja płaciłem 25 RMB za studencki, ale z tego co mi wiadomo ta opłata nie jest pobierana do konca legalnie.

  3. Kazimierz Pawłowski napisał(a):

    No dokładnie. Ale już buduje się przy wejściu wielkie centrum turystyczne i wtedy nikt się zapewne nie prześlizgnie, a opłata wynosić będzie kilka stówek rmb…

Proszę, zostaw swój komentarz: