Kunmig, Xi Shan

Pierwsze chińskie przyjazne miasto. Po spędzeniu ponad 30 godzin w pociągu wylądowałem w Kunming. Miasto to znacznie różni się od innych, które do tej pory zwiedziłem. Poza niewielkimi miasteczkami typu Fenghuang czy Yangshuo jest to pierwsze miasto w Chinach, które wydaje się przyjazne mieszkańcom. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Po pierwsze powietrze – może jest to związane z wysokością, bo według przewodnika Kunming leży 1890 metrów nad poziomem morza. Ale tu da się oddychać! Nie ma smogu i tej męczącej wilgotności, która do tej pory wszędzie mi w Chinach towarzyszyła.

Jest zielono i kolorowo, kwitnie bowiem cała masa kwiatów. A to sprawia, że to miasto pachnie. Jest czyste i zadbane. Mają niezłe i nie zakorkowane drogi. Ale to z kolei sprawia, że jeżdżą szybciej. W ciągu tego miesiąca widziałem jedną stłuczkę. Tutaj już dwie.

W uszy za to „rzuciła” mi się cisza. Tzn. cisza w porównaniu z innymi chińskimi miastami, bo oczywiście jest to miasto i jako takie jest głośne. Może mam szczęście i właśnie wszyscy wyjechali na długi weekend majowy, który większość osób w Chinach ma wolny, ale również wszechobecny tłum jest mniejszy niż gdzie indziej.

Odczucia – jak najbardziej subiektywne – że ludziom żyje się tu lepiej i łatwiej niż tam gdzie do tej pory jeździłem.

Ale z drugiej strony nigdzie nie widziałem tylu, żebraków co tu. Szczególnie w pobliżu świątyni Yuantong w centrum miasta. I to w dodatku nienaturalnie powykręcanych na wszystkie możliwe sposoby. Więc może moje pierwsze odczucie było błędne? Ciężko powiedzieć, a jako, że jadę już dalej – tego się nie dowiem.

W każdym razie Kinming na pewno jest ślicznie położony. Leży na terenie niemal płaskim jak stół. Jest za to otoczony ze wszystkich stron przez góry. Wystarczy przejechać 30 minut miejskim autobusem, aby dotrzeć na obrzeża.

W ten sposób wylądowałem w parku Haigeng (wstęp 8rmb). Przechodząc pomiędzy drzewami w pewnym momencie zaczęło wyłaniać się przede mną jezioro. Jezioro które bezpośrednio przylega do kilkuset metrowych pionowych skał. Jako, iż jest całkiem pokaźnych rozmiarów, a na to nałożyła się lekka mgiełka i niski pułap chmur – w pierwszym momencie poczułem się jak nad morzem. Drugi brzeg był niewidoczny.

Z parku można kolejką gondolową za 40rmb dostać się do podnóża (no może nieco wyżej ;) góry Xi Shan. Dalej jeżeli ktoś chce można kolejką krzesełkową wyjechać prawie na sam szczyt lub urządzić sobie piękny kilkugodzinny spacer. Polecam wspiąć się stromymi schodami, wijącymi się po tych pionowych skałach do Wrót Smoka. Wstęp to kolejne 40 rmb, ale widoki zdecydowanie są warte tej ceny.

Na samym szczycie zaś można, co chyba zdarzyło mi się w Chinach po raz pierwszy zejść z wyznaczonego szlaku i po prostu powspinać się po skałkach. Nie jest to może najbezpieczniejsze, zważywszy na niewielką ilość osób, która się na to decyduje i całą masę szczelin do których można wpaść, nie mówiąc już o przepaściach. Ale co tam – warto :)

Pod wejście na teren parku można też zamiast kolejki gondolowej, która przecina jezioro, podjechać miejskim autobusem. Idąc od tej strony do góry miniemy dwie kapitalne świątynie. Wstęp do każdej to kolejne 6 rmb, ale znowu muszę powiedzieć, że naprawdę warto wydać te kilka juanów.

Huating oraz Taihua. Chyba najładniejsze świątynie jakie do tej pory tutaj widziałem. Składa się na to bowiem kilka czynników. Położenie na zboczu gór, las, kwiaty, cisza, brak tych tłumów. I piękne kolorowe wykończenie. Możliwość zerknięcia na podwórka domów gdzie mnisi na co dzień mieszkają.

Co do samego miasta. Centrum to nowoczesne galerie handlowe w otoczeniu zieleni i elementów chińskiej architektury. Lokalne markety sąsiadujące z wielkimi domami handlowymi. Spacerując po mieście znalazłem tutaj zarówno kościół katolicki, jak i meczet. Zresztą społeczność muzułmańska jest tu dosyć dobrze widoczna.

W mieście znajduje się ciekawa świątynia buddyjska Yuantong (wstęp 6rmb), gdzie spotkałem wycieczkę mnichów:) Obok ma siedzibę miejskie zoo, w którym największe wrażenie robią spacerujęce luzem po parku pawie.

Muszę się też przyznać do strasznej rzeczy – byłe tu w McDonald’s i Pizza Hut. Ale po miesiącu chińskiej kuchni stęskniłem się nieco za naszymi smakami, a tu tych przybytków jest cała masa. Wstyd mi ;)

Może na dłuższą metę nie ma tu co robić, ale na pewno jest to ciekawy przystanek podczas moje podróży, warty tego aby poświęcić mu chwilę czasu. Ja spędziłem tu jedną noc, ale w zasadzie dwa pełne dni. I na pewno przez jeszcze kolejny miał bym co robić.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Lukasz Beluch napisał(a):

    Uważaj na złodziei, poznana Polska została w tym mieście okradziona, nas też próbowano naciągnąć na opłatę niby za bagaż. Jedziesz na południe do Yuanyang? Warto!

  2. Kazimierz Pawłowski napisał(a):

    Cześć! Nie, za 3 godziny mam nocny pociąg do Dali. Następnym razem ;)

Proszę, zostaw swój komentarz: