Pingyao

Niezwykle klimatyczna miejscowość. Ale tylko ta część w obrębie murów miejskich. Miejscowość wpisana na listę UNESCO, zachowała swój niepowtarzalny charakter. Niska zabudowa, znaczna część ślicznie odrestaurowana. Mury miejskie którymi można urządzić sobie spacer dookoła zabytkowego centrum.

I smog. Nawet w obrębie murów miejskich, a poza nimi gdzie nie spojrzeć wielkie dymiące kominy. I człowiek czuje się jakby wdychał dym bezpośrednio z pieca. Jest to bez wątpienia poważny problem i widać, że również Chińczycy zaczynają na to zwracać uwagę, sadząc gdzie się tylko da nowe drzewa. Ale na poprawę sytuacji chyba trzeba będzie jeszcze długo poczekać.

Samo miasteczko jak powiedziałem na samym początku jest rewelacyjne i bez wątpienia warte odwiedzenia. Na szybko wystarczy jeden dzień aby wszystko zobaczyć. Ale ja bardzo się cieszę iż zarezerwowałem sobie aż trzy. Dzięki temu mogę bez pośpiechu pozaglądać we wszystkie zakamarki, przejść całe mury miejskie i popróbować wszystkich lokalnych specjałów kulinarnych.

Jest to typowo turystyczne miejsce, zaś 90% turystów to Chińczycy. Za 120 rmb można kupić trzy dniowy bilet wstępu do wszystkich (prawie) zabytkowych obiektów. A jest ich cała masa. Stare rezydencje, odtwarzające dawne życie lokalnych dostojników. Muzea, świątynie, sąd, więzienie, miejsca tortur… Wszystko bardzo dobrze zachowane, lub świetnie odnowione.

Zresztą już sam hostel – Yamen – w którym się zatrzymałem zrobił na mnie ogromne wrażenie. Mieści się on w dawnej rezydencji rządowej. Drewniany zespół kilku budynków z licznymi wewnętrznymi podwórkami.

Za łóżko w dormitorium płacę 30 rmb za dzień. Ale jak na razie mam cały pokój tylko do swojej dyspozycji. Co za odmiana po poprzednim hotelu w Datongu. W samym centrum, czyściutki z bilardem, piłkarzykami, dvd, wi-fi, barem itp. Mógłbym tu zostać zdecydowanie na dłużej!

Zdziwiła mnie też obecność aż dwóch kościołów katolickich w obrębie starego miasta. I to nie jako zabytki, a jako aktynie używane świątynie.

Na jeden dzień wypożyczyłem też sobie rower za 10 rmb. Ależ mają niewygodne siodełka;) W każdym razie urządziłem sobie kilkugodzinną przejażdżkę dookoła murów miejskich oraz do oddalonej o ok. 7 km od miasta Świątyni Shuanglin (wstęp 25 rmb). Niewielka, bez tłumu turystów i jeszcze nie upiększona w ramach renowacji. Po prostu śliczna, ilość figur w poszczególnych budynkach kompleksu wręcz niesamowita.

Niestety jadąc drogą do świątyni można zobaczyć też zgoła odmienne widoki. Ilość kurzu i sadzy jest tak wielka, że po powrocie byłam wręcz czarny.  A w jednym miejscu przy drodze, gdzie było olbrzymie składowisko węgla, powstała taka czarna chmura, że po wjechaniu w nią przestawało się cokolwiek widzieć…

Teraz przyjemniejszy temat :) Jedzenie – nieco się różni od tego, które do tej pory miałem okazję kosztować w Chinach. Nie jest tak ostre jak w innych regionach. Oraz mają tu dużo różnego rodzaju „kluseczek”. Oraz słodkich ciasteczek pieczonych wprost na ulicy – palce lizać :)

Główne ulice to raj dla lubiących zakupy. Sklepików z pięknymi pamiątkami w całkiem rozsądnych cenach jest tu bez liku. Na przemian z pięknymi hotelikami i restauracjami.

Wychodząc poza obręb murów miejskich, od razu trafiamy z kolei w inny świat. Czyli typowe brudne chińskie miasto. Natomiast też warto się po nim przejść. Jest wiele lokalnych barów z pysznym jedzeniem za kilka juanów i bardzo przyjacielscy ludzie.

Zresztą tutaj również widać zmianę podejścia i to, że zaczynają dbać o swoje miasto. Dzisiaj trafiłem na naprawdę ładny park, gdzie pełno ludzi puszczało latawce.

I jeszcze nieco zdjęć:

1 Odpowiedź

  1. kasia napisał(a):

    Fantastyczne zdjecia! Mam nadzieje ze tym razem tez tam pojedziemy! Pozdrawiam serdecznie! Nareszcie wrzucilismy zdjecia z Szanghaju! :)

Proszę, zostaw swój komentarz: