Mongolia

MongoliaJuż na zawsze będzie mi się kojarzyć z UAZ-em i drogami których nie ma. Auto na takie warunki rewelacyjne, młotkiem i drutem wszystko da się naprawić, a zważywszy, że często do najbliższej miejscowości jest kilka dni jazdy jest to cecha nie do przecenienia. Zachodnie konstrukcje pod tym względem nie mogą się równać z rosyjską.

Asfaltowe drogi w Mongolii kończą się już kilka kilometrów za Ułan Bator. Z około 3500 kilometrów jakie tam przejechaliśmy w 90% drogi nie było. Czasami była widoczna, czasami nasz driver kierował się swoim szóstym zmysłem. Zazwyczaj udawało mu się trafić. W terenie czuł się jak ryba w wodzie. Więc skakaliśmy po pustyni i wertepach 90 km/h. Asfalt był czymś tak dziwnym do czego nie był przyzwyczajony, że jak gdzieś przez przypadek się pojawił od razu zwalnialiśmy do 60 km/h.

Z perspektywy czasu jest to na pewno piękny kraj. Zdjęcia ogląda się cudownie. Ale na miejscu po kolejnym dniu jazdy przez 6-7 godzin po wertepach myśli się już tylko o jednym. Nigdy więcej nie wsiądę do tego przeklętego auta!

Tak, zdecydowanie zwiedzanie Mongolii, przede wszystkim będzie mi się z tym kojarzyło. Ale kiedy siniaki na czterech literach zaczynają znikać zaczyna na pierwszy plan wysuwać się krajobraz. A ten jest naprawdę niesamowity.

Jest tu wszystko – góry i stepy, pustynia i las, woda i śnieg, Zielono i żółto. Konie i wielbłądy. I bezkres. Większość ludności mieszka w jednym miejscu – w stolicy. Co za tym idzie wszędzie indziej jest pusto. Cicho. Spokojnie. Ciemno. Można odpocząć. Zobaczyć gwiazdy. Prawdziwe, jasne bez świateł z miasta.

Ludzie jak ich już spotkamy są bardzo przyjacielscy. Choć trzeba się przyzwyczaić. Nie wiem czy to reguła czy wyjątek, ale mam wrażenie, że nie chcą, nie potrafią, źle jest widziane mówienie wprost. Zamiast powiedzieć, że kierowca musi w tym miejscu dzień odpocząć i naprawić auto więc spędzimy tu jedną noc dłużej niż planowaliśmy, lepiej jest uśmiercić i położyć w szpitalu pół wioski i rodziny aby uzasadnić dłuższy pobyt.

Najlepszym sposobem na zwiedzanie tego pięknego kraju jest wynajęcie UAZ-a wraz z kierowcą. Samemu można mieć duży problem ze znalezieniem drogi, która na mapie jest zaznaczona jako główna a w rzeczywistości sprowadza się do wygniecionej trawy lub kilku śladów na piasku.

Opcją full – wypas jest zabranie ze sobą lokalnego przewodnika który jednocześnie może nam robić za kucharza. Jest to naprawdę wygodne zważywszy na fakt, że jakiekolwiek miejscowości mijamy raz na kilka dni.

Nasza trasa to 20 dni jazdy:

– Ułan Bator, stolica, zwykłe miasto, czyli uciekamy jak najszybciej dalej
– Tsagaan suvarga – White Stupa (niesamowity klif skalny szeroki na 100 i wysoki na 30 metrów)
– Yol Valley (piękna dolina stanowiąca część pustyni Gobi. Czasami zwana też doliną Orłów. Dawniej przez cały rok zalegał tu śnieg)
– Bayanzag – Flaming cliffs – sławny dom dinozaurów- miejsce gdzie odkryto największe skamienieliny szkieletów dinozaurów.
– Khongor Sand Dune – Piaskowe wydmy Khongoryn Els – największe i najbardziej spektakularne wydmy w Mongoli. Zwane także śpiewającymi wydmami. Dochodzące do 800 metrów wysokości. Widoki zapierają dech w piersiach. Tutaj też jeździliśmy na wielbłądach :)
– Arvaikheer – dzień w mieście
– Wodospad Orkhon, może nieco przereklamowany, ale i tak warto zobaczyć
– Miasteczko Kharkhorin oraz Klasztor Erdene Zuu – jeden z nielicznych zachowanych w stosunkowo dobrym statnie.
– Gorące źródłą Tsenkher, czyli nic ciekawego. Za to tabuny much.
– Terkh White Lake i wycieczka konna do wygasłego wulkanu Khorgo. Moim zdaniem najładniejsze miejsce na całej trasie. Przepiękne jezioro i krater wulkanu do którego w dodatku można zejść. Miejsce energetyczne.
– Moron
– Khatgal, stąd zaczynamy 3 dniową wycieczkę konną dookoła jeziora. Ciekawe doświadczenie :)
– Khutag Ondor
– Amarbayasgalant – przepiękny buddyjski klasztor, a w zasadzie przepiękna, niezwykle malownicza okolica w którą wkomponowano klasztor.

Niestety za czasów komunizmu w Mongolii zniszczono niemal wszystkie buddyjskie klasztory, tak jak niszczono religię. Zostały tylko trzy a i te są raczej w opłakanym stanie. Rząd nie daje pieniędzy na utrzymanie czy renowację takich zabytków więc jedyne pieniądze jakimi dysponują pochodzą z datków. Naprawdę żal patrzeć na perełki które się rozsypują…

Na każdym kroku można za to spotkać symbole odradzającego się szamanizmu. OWO czyli miejsce składania ofiar. Jest jednym z najbardziej charakterystycznych symboli, kopczykiem z kamieni i innych przedmiotów okrytym niebieskimi flagami. Powinno się je obejść trzy razy zgodnie z ruchem wskazówek zegara i złożyć symboliczną ofiarę z kamyczka, papierosa, monety, czaszki… Rzeczywistość zaskakuje tu wyobraźnię.

Noclegi to w zdecydowanej większości jurty. A w zasadzie kempingi czy jurtowe pensjonaty. Niektóre bardzo proste ale niektóre z prysznicami, bateriami słonecznymi i dobrze zaopatrzonym barkiem ;)

A w barku nie może zabraknąć kumysu. Czyli sfermentowanego mleka kobylego. Podobno najlepsze lekarstwo na wszelkie dolegliwości ;) Piliśmy też wódkę pędzoną z jogurtu. Choć piliśmy to za dużo powiedziane. Tego się nie da pić!

Tak wygląda Mongolia na zdjęciach:

Mongolia

DSC_0031

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Mongolia

Proszę, zostaw swój komentarz: