Kashgar – barwny mix kultur

Niezwykle ciekawe miejsce, pomieszanie przeróżnych kultur i narodowości. Po przyjeździe z Kirgistanu trafiamy do John’s Information Cafe. W końcu cywilizacja – jest Wi-fi ;) Spragnieni kontaktu ze światem sprawdzamy maile i najświeższe informacje ze świata. Oczywiście nic ciekawego się nie dzieje więc wracamy do rzeczywistości. Trzeba się gdzieś zatrzymać na noc.

Planowaliśmy poszukać miejsca w hostelu, ale John proponuje nam miejsce w hotelu obok w pokoju dwuosobowym za 30 RMB od osoby. Więc nie szukamy dalej tylko się kwaterujemy. Pokój oczywiście bez łazienki ale nie jest źle. Gorzej, że łazienka delikatnie mówiąc nie najczystsza ale cóż, bywał się w gorszych. Zmęczeni podróżą idziemy spać.

Dzień zaczynamy od planowania. Trzeba bowiem pomyśleć o dalszej drodze i nabyć bilety kolejowe. Obecnie w Chinach te są dostępne z 10 dniowym wyprzedzeniem. Naiwnie udajemy się na stację kolejową i tu usłyszymy to co będzie się potem regularnie powtarzało. Biletów brak. Cóż pozostaje czarny rynek. Zwracamy się do Johna o załatwienie takowych. I tu pełne zaskoczenie. W wakacje nawet na czarnym rynku nie można dostać biletów kolejowych.

Rysuje nam się perspektywa spędzenia prawie 10 dni w Kashgarze bo tylko z takim wyprzedzeniem jest szansa coś dostać. Jednak sprawdziło się to co do tej pory działało. Chińczycy nie lubią jeździć autobusami. I na te – w dodatku sypialne – można dostać bilety nawet z dnia na dzień. Koszt praktycznie ten sam, komfort znacznie mniejszy. Ale nie jest źle, są to jak wspomniałem autobusy sypialne czyli są w nich normalne łóżka. W 3 rzędach dwu piętrowe. Niezwykle wąskie, ale można się wyspać.

Wróćmy jednak do tematu – Kashgar. Zamieszkały w znacznej mierze przez Ujgurów. Muzułmańska część Chin. Ale czy można powiedzieć, że to są Chiny? W niczym ich nie przypomina. Może poza chińskimi napisami pod tymi ujgurskimi.

Czy mi się tu podoba? Kashgar marzył mi się od dawna i w końcu tu jestem. Barwne targi, pyszne jedzenie. Jednak po części mam wrażenie, że ten mix kulturowy w znacznej mierze gromadzi wszystkie negatywne cechy tworzących go kultur.

Mam wrażenie, że na ulicach widzę wyrastające pokolenie młodych ekstremistów. Próbując wejść do meczetu spotyka się tu z wrogością. Co jest odwrotnością tego co widziałem w krajach arabskich. Podróżując po Syrii byliśmy wręcz zapraszani do obejrzenia meczetów, nawet dziewczyny. Tutaj jest to nie do pomyślenia.

Należy zwracać szczególną uwagę na wartościowe rzeczy, które ma się przy sobie. Do tego tematu wrócę jeszcze przy okazji Urumqi, ale ma się wrażenie, że wszyscy czekają tylko na błąd turysty aby go pozbawić części majątku. Na szczęście nic takiego nas nie spotkało, ale negatywne wrażenie pod tym względem mnie nie opuściło.

Tak samo na targach, gdzie za wszelką cenę sprzedawcy nie chcą wydawać reszty, tylko wcisnąć kolejne produkty. A próby łupienia turystów na cenach towarów to norma. Wiem, że to norma wszędzie, szczególnie w Chinach ale tu jest to wyjątkowo natarczywe. Trzeba się w szybkim stopniu przestawić z myśleniem i mieć na baczności.

To wszystko jednak nie przesądza iż nie warto zwiedzić Kashgaru. Wręcz przeciwnie – warto! Stare miasto jest niesamowicie piękne. Pełne uroku wąskie uliczki mogą przywołać na myśl Italię. Rzemieślnicy, kupcy, stragany. Zapach przypraw, nawoływania do modlitwy. Można się tu włóczyć i włóczyć. W pewnym miejscu wypatrzyliśmy czajniczek. Był to sklep żelazny, a czajnik pewnie miał zostać przerobiony na coś innego bo sprzedawca – rzemieślnik był bardzo zaskoczony faktem, że ktoś może go chcieć kupić. Po namyśle padłą jednak cena 30 RMB. I tym sposobem za 20 Juanów wieziemy przez całe Chiny do Polski uroczy czajniczek ;)

 

Proszę, zostaw swój komentarz: